|
Czego chcemy od Beenhakkera? |
|
|
|
|
Autor: Sebastian
|
Czego chcemy od Beenhakkera?
Gazeta Wyborcza | 2006.09.08 07:17
Jeden punkt w dwóch meczach u siebie to wynik bardzo słaby. Trzeba być zwariowanym optymistą, by wciąż widzieć szanse na występ polskich piłkarzy w Euro 2008. Ale głosy o wyrzucaniu Leo Beenhakkera są kolejnym dowodem na chorobę polskiej piłki – pisze Gazeta Wyborcza.
Zarazki choroby nie tkwią rzecz jasna w okrągłym skórzanym przedmiocie, który innym służy do grania, a Polakom do kopania. Tkwią w głowach ludzi tworzących nasz futbol. Przedstawiciele polskiej myśli szkoleniowej byli przeciw zatrudnianiu obcokrajowca i dla nich porażka Holendra będzie dowodem, że mieli rację.
Nie wiem, czy Beenhakker jest nadzwyczajnym trenerem, wiem, że pracował w Realu Madryt, Ajaksie i reprezentacji Holandii. Kiedy daje się szansę fachowcowi z renomą, normalną sprawą jest kredyt zaufania. I trochę czasu. Mamy słabych piłkarzy - wycierających ławki rezerwowych w średnich klubach za granicą lub przegrywających z Macedończykami, Gruzinami czy Łotyszami w europejskich pucharach. Jeśli słabi piłkarze mają dobrego trenera, to zawsze lepiej, niżby mieli mieć złego.
Decyzja o zatrudnianiu obcokrajowca bywa ryzykowna, ale ryzykownych decyzji trzeba się bać, kiedy wszystko idzie doskonale. Mogą ich unikać Włosi, Brazylijczycy albo Francuzi. Oni mają coś do stracenia. Polska piłka - nie. I jeśli szuka się winnych, Beenhakker powinien być na tej liście ostatni. To nie on szkoli juniorów na nieudaczników, to nie on nie wybudował boisk i stadionów, to nie on stworzył korupcjogenną, niewydolną strukturę piłkarską - to nie on odpowiada za to, że 40-milionowy kraj w centrum Europy jest sportową pustynią.
Czego oczekuję od Beenhakkera? Że upora się ze schematem ciążącym nad polską reprezentacją: fatalny mecz na początek, a po nim walka o odzyskanie twarzy, kiedy wynik jest już na drugim planie.
Więcej w "Gazecie Wyborczej"
Trackback(0)
|