| Stara gwardia ciągle... młoda |
|
|
|
| Autor: Gliwic86 | |
Kadrowi wyjadacze, którym niejeden kibic zdążył już przypiąć łatkę „leśnych dziadków”, wczoraj śmigali po kieleckiej murawie niczym „młodzi bogowie”.
Czytaj więcej…
29. 3. 2007
Kadrowi wyjadacze, którym niejeden kibic zdążył już przypiąć łatkę „leśnych dziadków”, wczoraj śmigali po kieleckiej murawie niczym „młodzi bogowie”. Radosław Matusiak, Euzebiusz Smolarek, Łukasz Garguła, Dariusz Dudka, Wojciech Łobodziński, Przemysław Kaźmierczak... Długa jest lista „młodych gniewnych” lub - jak kto woli - „nowej fali” w polskiej piłce reprezentacyjnej. Wymieniliśmy na razie jedynie autorów goli dla biało-czerwonych we wcześniejszych meczach Euro 2008. Ale przecież śmiało można - i trzeba - dopisać tu jeszcze nazwiska Jakuba Błaszczykowskiego, Ireneusza Jelenia, a nawet Adama Kokoszki czy Łukasza Piszczka. Każdy z nich - łącznie z nielicznymi w tym gronie uczestnikami niemieckiego mundialu - może czuć się odkryciem epoki Leo Beenhakkera. Niejeden mecz jeszcze dla swego „Bossa” i nas wszystkich wygrają. Ale wczoraj ciężar zwycięstwa nad Ormianami, w meczu zupełnie różniącym się od sobotniej fiesty z Azerbejdżanem, spaść musiał tych, którzy na reprezentacji... zęby zjedli. Jeśli wczoraj na naszych łamach Zbigniew Koźmiński pytał, czy Macieja Żurawskiego stać na zrobienie tak wielu dobrych rzeczy na boisku, jak wiele złych robił ostatnio poza nim (pozew przeciwko TP SA...), to dostał mocną i jednoznaczną odpowiedź. Zresztą nie tylko ze strony „Żurawia”. Kadrowi wyjadacze, którym niejeden kibic zdążył już przypiąć łatkę „leśnych dziadków”, wczoraj śmigali po kieleckiej murawie niczym „młodzi bogowie”. Bo przecież przerwanie strzeleckiej niemocy Żurawskiego w zespole narodowym to tylko fragment większej całości. Gracz Celticu w 26 min najpierw urwał się obrońcy, potem „objechał” drugiego i strzelił po ziemi precyzyjnie, w sposób wciąż chyba jeszcze nieosiągalny dla młodszych partnerów. A już wcześniej (2 i 19 min) sygnalizował, że tego dnia wreszcie musi snajpersko przełamać. Co ważne jednak - przy każdej niemal z tych akcji byli u jego boku ci, którzy wespół z nim jechali do Korei i Japonii pięć lat temu! Jacek Krzynówek na lewej stronie był właściwie jedynym Polakiem, który swobodnie „kręcił” ormiańskimi defensorami - i jeszcze rzucał piłki „na nosek” w pole karne. A tę „złotą asystę” (w końcu to lata wspólnego grania) zaliczył Michał Żewłakow. Ba; i „Krzynek”, i „Żewłak” bezpośrednio zagrożali też Romanowi Berezowskiemu strzałami z dystanu. Ten pierwszy w światło bramki trafił z wolnego, ale doświadczony golkiper Chimki Moskwa z tym uderzeniem sobie poradził. Defensor Olympiakosu z kolei przymierzał ciut za wysoko. Polska - Armenia 1-0 (1-0) 1-0 - Żurawski, 26 min (po podaniu Żewłakowa) Sędziował: Alberto Undiano Mallenco. Widzów: 15500. Polska: Boruc - Wasilewski, Bąk, Dudka, Żewłakow - Błaszczykowski, Lewandowski, Kaźmierczak (61. Sobolewski), Garguła, Krzynówek (83. Jeleń) - Żurawski. Trener Leo BEENHAKKER. Armenia: Berezowskij - Melikjan, Chowsepjan, Arzumanjan, Dochojan - Artawazd Karamjan (69. Melkonjan), Chaczatrjan, Paczadżjan, Nazarjan (46. Manuczarjan) - Zebeljan, Szachgeldjan (75. Gam. Mchitarjan). Trenerzy: Armen GJULBUDAGJANC i Wardan MINASJAN. Żółte kartki: Melikjan (27. faul), Pachadżjan (60. faul), Dochojan (80. zagranie ręką), Chaczatrjan (83. faul). cały artykuł znajdziesz w dzienniku Sport Trackback(0)
Komentarze
(0)
|